piątek, 6 lutego 2015

[17]Look up to the sky


Nazwa rozdziału pochodzi z piosenki Coldplay-O(Fly On)

*Kilka dni później*
   Całe ich życie wróciło do normy ,a bynajmniej próbowało wrócić. Nie byli tymi samymi osobami ,nie po tylu przejściach ,które ich zmieniły.
Michał- starał się nie myśleć tylko o sobie. Natomiast Lena...do jej obowiązków należało teraz tylko nie nadwyrężanie swojego zdrowia i branie leków. Gdy odłączyli ją od kroplówki ,poczuła wolność. Gdy patrzyła na miasto z ostatniego używalnego piętra Marriotta ,poczuła że może dosłownie wszystko i że to ,co najgorsze jest już za nią.
-Wiesz co?-zaczęła rozmowę siedząc w fotelu przed telewizorem w swoim mieszkaniu w Warszawie.
-Co?-podszedł do niej i pocałował ją w czoło po czym usiadł naprzeciwko.
-Przecież ty musisz wracać do Bełchatowa. A potem masz zgrupowania i w ogóle. Liga Światowa.
-Do czego zmierzasz?
-Nie ,nic. Jestem głupia ,strasznie mi niedobrze i chyba zaraz usnę na stojąco mimo ,że siedzę.
-Nie jesteś głupia.-zaśmiał się.-Po prostu wiem o co ci chodzi. Sam z chęcią zostałbym tu ,w Polsce i czekał razem z Tobą. Ale jeszcze tyle dni przed nami. Wszystko się może zmienić,możesz mieć przeszczep i wyjechać ze mną.
-Nie oczekiwałabym tego.
-Oj Lena. Widzisz wszystko w czarnych kolorach. Choć raz posłuchaj swojego mądrego ,kochanego i prze przystojnego mężczyzny. Dobrze?-przykucnął przy niej i złapał ją za dłonie.
-Dobrze.-uśmiechnęła się.-Postaram się.
-No. A teraz zrób mi kolacje. Przydaj się do czegoś.-zażartował ,a ona uderzyła go poduszką.
-Chyba będziesz musiał zamówić sobie pizze.
-Chyba będę musiał.
***
   Siedziała na balkonie napawając się świeżym ,wiosennym ,kwietniowym powietrzem i cieszyła się promieniami słońca padającymi na jej twarz.
Ucieszyła się ,że wszystko między nią a Michałem jest już dobrze. Przez ostatnie miesiące ,tęskniła za jego zapachem-perfumy z serii Davida Beckhama dawały się we znaki przy każdej możliwej okazji do świętowania ,a nawet zwykłym wyjściu na miasto ,ale ona przecież je uwielbiała. Tęskniła za jego wielkimi jak na nią koszulkami ,patrzeniem w górę jak na jakiś wieżowiec i każdym dotykiem jego kościstej dłoni. Tak ,właśnie teraz zdała sobie sprawę z tego ,że jakoś to wytrzymała.Ale więcej tego nie zniesie.
Pierwszy dotyk jaki poczuła po przebudzeniu ,była jego ręka. Miała też przebłyski świadomości przed przebudzeniem . Dokładnie słyszała każde wypowiedziane przez niego słowo. Gdyby miała siłę, powiedziałaby mu dokładnie to samo. Mimo ,że nie miałaby aż takiej weny słowotwórczej. I mimo ,że zdawała sobie sprawę z prawdy zdań przez niego wypowiedzianych ,ona też miała swoje za kołnierzem.
To ona przecież wyjechała z chłopakami do Rio i to ona całowała się z Facundo na jednej z bardziej ustronnych plaż w mieście. To ona starała się później jak najdalej od niego odsunąć. Starała się po prostu udawać silną i wyzwoloną-a nią nie była. Kochała go i każdej nocy wypłakiwała w poduszkę prośby o jego powrót. A gdy wrócił, ona trzymała go na dystans aż w końcu od niego uciekła. Potem wszystko potoczyło się z górki. Tylko na końcu górki był ból i cierpienie ,przez które to on musiał przechodzić.
Dokładnie pamiętała każdą twarz z porwania. Stała na peronie z którego odebrać miał ją Kuba. Nie wiedziała ,o co dokładnie mu chodziło ,ale wszystko było lepsze niżeli siedzenie i patrzenie na Michała udającego ,że wszystko jest dobrze.
Wtedy zamiast Kuby podszedł do niej jakiś postawny ,łysy mężczyzna. Wyglądał na sympatycznego ,nie był typem ,przez którego w nocy biegniesz pod blok i starasz się jak najszybciej wpisać kod. Powiedział ,że musi iść z nim. Doświadczona ,nie chciała iść. Ale on powołał się na Kubę i Kamila. Wtedy mu uwierzyła.
Gdy zaczęli wyjeżdżać z miasta ,zaniepokoiła się i chciała uciekać.Ale mówił prawdę - zaprowadził ją do Kuby. Tylko szkoda ,że na jej oczach wbili dwanaście kul w jego klatkę piersiową. Na jej oczach ,wydłubali mu oczy i najgorsze w tym nie było to. Najgorsza była świadomość ,że zaraz z jej ciałem mogą robić to samo. Dziwne było też to ,że nie miała pojęcia ,dlaczego robią to na jej oczach i dlaczego akurat na jej. Przecież ona była ofiarą. Tylko jedną ,zwykłą ,małą ofiarą ,którą mało co nie zabili już kilka lat temu.
Po tym ,gdy go zabili - zaczęli się nad nią znęcać. Do dzisiaj kładąc się spać ,ma przed oczami perfidny uśmiech jednego z nich. To on wstrzykiwał jej narkotyki. Od czasu do czasu też ,dawali jej przerwę od tego środka tylko po to ,żeby bardziej czułą ból jaki zadawali jej przeróżnymi nożami ,kamieniami i własnymi pięściami. Nie wie ,czy te rany kiedykolwiek się zagoją ,czy zostaną po nich ślady i czy kiedykolwiek zdoła zapomnieć o tym wszystkim.
W końcu nie łatwo zapomnieć takiego widoku. Siedzisz na krzesełku ,obok Ciebie Twój martwy-drugi raz- były narzeczony ,a ty jesteś na to obojętna i do tego przywykłaś. Przywykłaś do bólu ,nie był dla Ciebie aż tak straszny jak na samym początku ,kiedy umierałaś z bólu po jednym ciosie w ramie ,po którym razem z krzesełkiem lądowałaś na podłodze ,raniąc drugie ramie o chropowatą podłogę ,której odłamki pozostawały w twojej skórze. Tego nie da się zapomnieć. Takie rzeczy są z Tobą do końca życia i nigdy tego nie wyprzesz.
-Lena!.-jej rozmyślania przerwał głos dobiegający zza niej.-Matko moja Bosko kochano częstochowsko piękno. Myślałem że nie żyjesz ,dawno Cię nie widziałem.
-Facu! Wow.-wstała z krzesełka.
-Siedź kurde!-powstrzymał ją. -Nie przemęczaj się ,swoich nóg ,strun głosowych .
-Mogę nic nie mówić ,skoro aż tak ci to przeszkadza.
-Głupiaś ty być jest.
-Lekcja pierwsza: bo być nie ma jest i po jest nie ma być.
-Jaka lekcja? Mniejszo! Powiedz mi co słychać ,dobrze się czujesz? Przynieść ci croissant'a? Może kawe? Herbate? Ciastko? Żelki? Kanapki? Cokolwiek?
-Lepiej powiedz mi co u Twojej siostry.
-Wszystko dobrze ,ona też się o Ciebie pyta i zaprasza na zdrowotny urlop w Rio.
-Marny ze mnie fizjoterapeuta ,skoro nawet sobie nie potrafię pomóc. Siedzę tu ,boli mnie noga i nie mam pojęcia co z tym zrobić.
-Nic. Przejdzie. Tak to jest. Hej! Lepiej powiedz mi no naprawdę-co słychać. Słyszałem o twoim wypadzie na szczyty Warszawy. Miałem być na tej całej wielkiej imprezy organizowanej przez TASAK-i. W sumie sam do nich należę ,no tylko spójrz na mnie no proszę ja Cię kochana ma Leno!
-Nie mów tak szybko i nieskładnie po polsku ,kaleczysz ten język jak cholera!
-Cicho! Cicho kobieto ja tu mówię ty cicho siedzisz na krzesełkach. No ,miałem być ale uciekł mi samolot. I pociąg. I samochód. Kurde ,głupie naprawy samochodów. Biorą szybko ,potem długo nie oddają. Ale to skomplikowane!
-Tak tak ,wiem o czym myślisz.
-Ale wiesz. No w sumie to ja byłem tam mentalnie ,tak dobrze się bawiłaś bo czułaś moją obecność.
-W sumie to Twoja Polszczyzna jest lepsza niż Karola. Ta, wszędzie było czuć Twoją obecność ,naprawdę. Poszłam do bufetu i czułam Ciebie w bezalkoholowym soku pomarańczowym. Poszłam do łazienki i było czuć ją w wodzie a nawet w o dziwo i o cholero papierze toaletowym. Dasz wiarę?
-Mam wiadro w domu! Fajnie się z niego piło kiedyś wodę jak było tak gorąco gorąco.
-Nie wiadro ,tylko wiarę. O człowieku!
-Wiadro wiara. Prawie to samo.
-Tak.
-A wiesz w co ja wiara?
-Nie wiem w co ty wierzysz ,oświeć mnie.-zaśmiała się i załamała ręce nad jego wiarą i wiadrem.
-Chciałem się ciebie o coś zapytać ,z tą wiarą to taka zmyłka.
-No pytaj że no Conte! Spać zaraz ide jak się nie wysłowisz.
-Chciałem zapytać Ciebie o to coś. To coś czyli o to ,czy... Lena ,po prostu chcę wiedzieć ,czy ten pocałunek dla Ciebie cokolwiek znaczył.

__________

Kurde kurde nie wiem co sie dzieje jakoś się no kurde nie potrafiłam wysłowić ,chaotycznie. Moje oczy umierają ,dosłownie! Aaaaaaaa!
Następny będzie lepszy ,obiecuje!
Pozdrawiam :*

piątek, 30 stycznia 2015

[16]Sorry love Im running home.


Nazwa rozdziału pochodzi z piosenki Sofia Karlberg-Berlin (Cover)

  Spod białych drzwi ,których klamkę dotykał już milion razy podbiegł do jej łóżka ,lecz gdy zorientował się o co chodzi ,wybiegł z sali i zaczął wołać o pomoc. Od razu na jego wołanie zareagowała znajoma mu już pielęgniarka ,którą z tego szpitala poza lekarzem prowadzącym Leny szanował najbardziej. Obadała sytuacje i gdy do sali wszedł lekarz ,wygonili go i zawołali jeszcze kilka osób. Nie miał pojęcia o co chodzi ,nawet nie przypuszczał ,że o to.
Po kilku minutach ,raczyli powiedzieć mu o co chodzi i rozwiać jego wszelkie wątpliwości ,a może nawet i jakiekolwiek myśli - o ile takowe miał. W tej sytuacji ciężko mu było myśleć. Zestresowany ciągłymi problemami ,czuł dziwne napieranie w klatce piersiowej ,które doprowadzało go do bólu brzucha. Jego myśli wtedy wędrowały za ścianę ,przy której zazwyczaj siedział bądź stał.
-Musieliśmy wykonać nagłą tracheotomię. Nie wiemy co zablokowało drogi oddechowe ,wygląda to na wydzielinę oskrzelową. Ale już wszystko jest dobrze ,Lena się obudziła.Możesz do niej wejść ,ale nie jestem pewny czy da rade z Tobą rozmawiać. Zrobimy badania ,musi wyrazić zgodę na operacje i potem już wszystko potoczy się jak Bóg chce.
,Abstrakcja!''-pomyślał.-,,Jakby Bóg był ,istniał - nie dopuściłby do tego wszystkiego''.
-Dobrze.-odpowiedział tylko i udał się pod szklane drzwi. Chwycił klamkę ,lecz tym razem bał się ją nacisnąć. Bał się jej reakcji. Będzie szczęśliwa? Czy odeśle go z kwitkiem?
Po dłuższym zastanowieniu ,otworzył je. Niepewnym krokiem przekroczył niewidoczny próg oddzielający salę od korytarza i zamknął za sobą drzwi. Podszedł do jej łóżka-po raz już kolejny i usiadł obok. Nie mówiąc ani słowa - rozpłakał się.
W tym samym momencie ,Lena zauważyła jego obecność. Delikatnie i bardzo powoli odkręciła głowę w jego stronę i spojrzała na niego oczami pełnymi łez. Zapełniły się nimi w dosłownie sekundę.
-Michał?-powiedziała ledwo słyszalnym głosem. Nie wiedział ,czy płacze z radości ,czy z bólu przez to co przeżyła i głupią rurkę w jej tchawicy.
-Nie mów nic.-złapał jej rękę.-Nie wolno Ci dużo mówić.-dodał łamiącym się głosem.
-Co się dzieje?
-Już nic. Już wszystko jest dobrze.-zacisnął zęby. Teraz wiedział ,że to był płacz ze szczęścia. Jeszcze nigdy nie płakał ze szczęścia. Nie czuł smutku ,tylko radość a mimo to nie potrafił powstrzymać łez i całego tego głupiego płaczu.-Kocham Cię. I przepraszam Cię za wszystko. To moja wina.
-To nie Twoja wina.
-Ale ja tak bardzo Cię kocham!-opuścił głowę i pociągnął nosem.
-Ja Ciebie też.-odpowiedziała ,a on na te słowa rozpromieniał. Uniósł z powrotem głowę i pocałował dziewczynę.
-Nie chcę więcej oglądać Twojego cierpienia. Obiecaj mi,że już nigdy w nic się nie wpakujesz ,dobrze? To nic ,przysięgniesz mi na wszystko co masz ,że nigdy więcej nie uciekniesz nigdzie bez mojej zgody i wiedzy. Zero środowiska przestępczego ,zero szpitala i zero niebezpieczeństwa.
***
   Dwa tygodnie później lekarze mający już cały obraz jej przyszłego leczenia postanowili dać jej chwilę odpoczynku i wypisać ją ze szpitala. Obraz był o tyle niewesoły ,co pozwalał jej na powrót do domu.
Gdy usłyszała ,że bez przeszczepu serca się nie obejdzie-załamała się. Tak jak Michał. Oczekiwanie na serce jest zazwyczaj długie ,ciężkie i bolesne. Ale po tym ,co razem przeżyli przez te niesamowicie ciężkie i jednocześnie piękne miesiące stwierdzili ,że dadzą sobie rade. Otuchy dodał im natomiast jeszcze lekarz ,który stwierdził ,że mimo wszystko przeszczep może odbyć się nawet za tydzień ,u każdego wygląda to inaczej. Pocieszył ich jeszcze stwierdzeniem ,że Lena mimo wszystko jest bezpieczna. Przeszczep jest konieczny dlatego ,że istnieje zagrożenie znacznego pogorszenia się wady w przyszłości i wielu powikłań każdej nawet najmniejszej choroby. Ale nie zagraża to teraz ,w tej chwili bezpośrednio jej życiu.
,,Lepiej dmuchać na zimne''.
Na wielki powrót dziewczyny do domu ,który mimo wszystko był dla niej teraz w Warszawie ,Michał postanowił przygotować dla niej niespodziankę. Chciał wynagrodzić jej te miesiące nieobecności ,kłótni i tego wszystkiego. Nie wiedział ,czy na pewno miedzy nimi wszystko jest dobrze ,więc postanowił niesamowicie spontanicznie zorganizować dla niej małe...coś.
Z polecenia kapitana reprezentacji ,Karol ,,wtargnął'' do Leny.
-Będąc tutaj.-zaczął udając posłańca.-Chciałbym poinformować ,iż moja obecność tutaj jest uzasadniona jedną ważną rzeczą. Pragnę z całego serca ,aby panna Staszewska chwyciła moją dłoń i udała się ze mną w niezapomnianą podróż ku niezapomnianej przygodzie w niezapomnianym miejscu z niezapomnianymi ludźmi w niezapomnianej atmosferze.-wyciągnął do niej rękę.
-Jedno się nie zmieniło.-wstała powoli ze względu na swoją nogę ,którą musi w niewielkim stopniu wspomagać kulami.
-Cóżże się nie zmieniło w naszym poczynaniu?Czyżbyś chciała podzielić się z moją osobą swoimi przemyśleniami na temat zmian?
-No właśnie. Dalej jesteście debilami.
-Och. Używanie słowa względnie wieloznacznego w tej sytuacji nie jest najlepszym rozwiązaniem ,lecz zgodzę się z panią. Tak ,jesteśmy d e b i l a m i.
-Ale jedynymi ,niepowtarzalnymi i moimi no raczej debilami.
-No dobrze ,czy pani wyraża zgodę na pójście w krok za moją osobą windą na dół i po chodniku pójść w wybrane przez tajne służby specjalne z oryginalnym skrótem TASAK ,który może oznaczać Tajne Aksamitnie Seksownie Atrakcyjni Kumple.-powiedział ,a dziewczyna uderzyła się otwartą dłonią w głowę.-Ale serio ,chodź! ŹŹŹŹŹŹŹŹŹŹŹ!
-Masz mą dłoń ,prowadź mnie przez aksamitne pola jedwabiu posadzone na Powiślu.
-Rzecz jasna oczywiście.
-Ale za to jutro wyprowadzasz psa na spacer. I Twoi Tajnie Aksamitnie Seksownie Atrakcyjni Kumple też. W sensie ,że ty i Twoje TASAK-i wyprowadzacie jutro Kami na spacer.
***
Udali się w stronę Alei Jerozolimskich ,niedaleko których swoją drogą dziewczyna mieszkała. Co chwila dopytywała się go ,gdzie idą, lecz on za wszelką cenę nie chciał jej powiedzieć.
W pewnym momencie ich podróży ,Karol zatrzymał się i kazał jej powtórzyć czynność.Ustał naprzeciwko niej i oznajmił.
-Twoja podróż samoczynnie kończy się w tym oto miejscu. Teraz pozwól ,że Twoje oczy spoczną pod chustą z jedwabiu ,a Twoje ciało da się prowadzić.
-Zaprzestań wnet te swoje średniowieczne mowy rycerzu.-zaśmiała się.-Po co to wszystko? Nie mogę sama dojść?
-Nie!
-Dlaczego?
-Bo nie!-powiedział i wyjął chustkę ,po czym złapał taksówkę i po cichu wskazał taksówkarzowi miejsce docelowe. Gdy dojechali ,wyciągnął Lenę z samochodu ,zapłacił mężczyźnie i zaprowadził ją do windy. Pojechali na ostatnie piętro budynku ,w którym się znajdowali ,lecz nadal nie pozwolił jej zdjąć chustki. W międzyczasie oprowadzanie Leny przejął sam Michał ,który zaprowadził ją na ,,balkon''.
-Hej hej.-zaczęła.-Czuję się jak niewidoma i mam pytanie: dlaczego czuję chłód? Czy chcecie mnie zwalić z dachu? Hej! Słyszę samochody matko ,wezmą to za samobójstwo...A miałam...miałam się w nic nie pakować!
-Nie.-zaśmiał się.-Nikt nie będzie Cię zabijał.-złapał ją za rękę którą skierował tak ,aby dotknęła poręczy.-Kiedyś mi opowiadałaś ,że Twoim marzeniem po wybudowaniu Centrum LIM było zamieszkanie tutaj. Może to nie mieszkanie ,ale to grzech nie być tutaj przy takim marzeniu.Mimo ,że ten balkon jest lipny i w sumie to nie jest balkon tylko trochę wysunięte okno.-mówił i zdjął jej chustę z oczu.-To jest ciemno ,Warszawa jak zawsze wygląda teraz pięknie i mam nadzieję ,że Ci się podoba. A jeśli będziesz grzeczna ,w nagrodę dostaniesz wejście na pewne kameralne party.
-Kameralne party?-powiedziała ze łzami w oczach.
-Kameralne. No może nie.-wytarł jej spływającą łzę i musnął jej usta.
-Wiesz co? Nie liczy się to ,że to najbardziej niebanalny prezent na powrót ze szpitala. Liczy się to ,że w ogóle pomyślałeś ,żeby cokolwiek zrobić. I nie ważne ,czy zabrałbyś mnie na szczyt Warszawskiego Marriott'a ,czy do podziemnego garażu.
-Wiem.-złapał ją za rękę i zaczął wybijać rytm walca angielskiego.
-Szaleńcu ,o to bym Cię nigdy nie podejrzewała.-zaśmiała się.
-Kocham Cię.-uśmiechnął się i obrócił ją na bok.
-Ja Ciebie też Michał. Ja Ciebie też.

____________

Tak jakoś słodko ,cukierkowo. Ale niech was to nie zmyli ,ooo nie!
Pozdrawiam:*

piątek, 23 stycznia 2015

[15]And every second's like torture


Nazwa rozdziału pochodzi z piosenki Seleny Gomez-The Heart Wants What It Wants


   Spojrzałem na nią niespokojnie. Leżała tak jak wcześniej. Zamknięte oczy ,blada twarz i roztrzepane,puszyste włosy. Na palcu ciągle miała ten przyrząd do badania ,którego przeznaczenia nie znałem ,ciągle była podłączona tymi wszystkimi kablami do maszyny ,która właśnie nam oznajmia ,że jej serce przestaje bić.
***
Do sali wpadł lekarz i dwie pielęgniarki -ta sama ,która pomagała mu dowiedzieć się o stanie zdrowia Leny. Kazali im wyjść ,ale ostatecznie i tak skończyło się na tym ,że chłopacy wyciągali niekontaktującego Michała za drzwi. Usiedli na krzesełkach i znowu czekali.
Jakieś pięć minut później z sali wyszedł lekarz.
-I co jest?-zapytał Karol jako pierwszy z racji tego ,że Michał nadal czuł się tak ,jakby ktoś wyciągnął jego mózg i sobie na nim skakał.
-Już wszystko w porządku.-odparł ,a obok niego pojawili się rodzice Leny.-Państwo już tu byli ,prawda? Jesteście jej rodzicami ,tak?
-Tak.-odpowiedziała jej rodzicielka.
-Musimy porozmawiać w moim gabinecie.
-Oczywiście.-powiedzieli razem i udali się za lekarzem.
  Michał musiał zostać. Nawet nie próbował pytać ,czy on może iść. Bo znał odpowiedź. Są rodzice ,on nie jest potrzebny.
Usiedli naprzeciwko lekarza i wpatrywali się w jego czynności. Ułożył akta ,podpisał coś ,złożył ręce i zaczął mówić.
-Nie mam najlepszych wieści.-rzucił pocisk na sam początek.-Jej serce nie jest w najlepszym stanie i nie wykluczamy potrzeby przeszczepu. Musimy jeszcze wykonać badania.
-Ale jak to przeszczep?-zapytała matka przez łzy ,a ojciec ją objął dodając jej siły.
-Jest jeszcze możliwość wstawienia sztucznego rozrusznika. Ale jak już powiedziałem ,trzeba wykonać badania.Proszę się nie martwić ,mamy w tym doświadczenie. Przeprowadziliśmy dużo takich operacji ,a nasi pacjenci do dzisiaj czasami przychodzą nas odwiedzać ,bądź na systematyczne badania. Naprawdę ,wszystko będzie dobrze. Państwa córka ma szczęście ,ponieważ arytmia była wcześnie wykryta ,a dzisiejsze zdarzenie to prawdopodobnie jeden ze skutków tej choroby.Mówię ,,p r a w d o p o d o b n i e'' ,ponieważ musimy wykonać badania. Najbardziej niepokojący jest stan śpiączki. Ale trzeba być dobrej myśli.
***
Przeszedł przez korytarz. Raz.
Drugi.
Trzeci.
Czwarty.
Piąty.
  Ktoś złapał go za ramię. Odwrócił się i spojrzał na przyjaciela oczami pełnymi słonymi kroplami. Facundo chwilę po tym ,również się ,,rozkleił''. Przytulił Polaka i poklepał po ramieniu.
-Wszystko będzie dobrze.
-Powinienem Cię zabić ,wiesz?-odpowiedział Michał i się uśmiechnął.-Przez te miesiące dawałeś jej więcej radości niż ja. Teraz mam tylko nadzieję ,że się wybudzi i też będę mógł dać jej tę radość. Samolubnie. Ale taką właśnie mam nadzieję.
-Największą radość dajesz jej ty. I ciężko mi się z tym pogodzić ,ale każdemu dajesz największą radość. I jej też. Ale co z Leną ,mów!
-Uratowali ją już dwa razy o których mi wiadomo ,ale ile ich było to tylko lekarze wiedzą.
-Dwa razy?
-Wczoraj stanęło jej serce. I musi mieć przeszczep albo wszczepienie sztucznego rozrusznika. Najpierw musi wybudzić się ze śpiączki.-usiadł i przejechał złączonymi dłoniami po włosach ,zatrzymując je na czubku głowy.-To nie na  m o j e  nerwy.
-Spokojnie ,damy radę. Razem. Damy! Musimy.
***
Kolejne dni szpitalnej męki. Michał -już dawno wypisany ze szpitala i tak siedział w nim dwadzieścia cztery godziny na dobę. Codziennie przychodził tam z nową nadzieją. Wybudzi się ,spojrzy w jego oczy i powie że go kocha. Albo że go nienawidzi. Cokolwiek ,aby tylko otworzyła oczy i na coś spojrzała.
Z badań i obserwacji wynikło jedno: konieczny jest sztuczny rozrusznik. Zawsze lepsze to ,niż przeszczep i całe to męczące oczekiwanie na serce.
  Już od rana siedział przy jej łóżku i monitorował każde ,,piknięcie'' wychodzące z aparatury medycznej.
Bał się ją zostawiać. Bał się ,że nie zdąży się z nią pożegnać ,jeżeli byłaby taka konieczność (która i tak była dla niego najbardziej abstrakcyjnym rozwiązaniem spośród wszystkich dookoła).
   W tym wszystkim najgorsze nie jest to ,że już trzy razy myślał o jej śmierci w kontekście czynu dokonanego. Najgorsze jest to ,że pozwolił jej na wyjazd do Warszawy. Może nie pojechałaby do niej ,gdyby nie pojechał na wypożyczenie ,gdyby od razu zdecydował się na powrót do Polski. Ale nie może żałować-już to zrobił.
Gdyby nie wyjechał: nie miałby problemów w związku ,wyjechałby z nią w góry i wszyscy byliby szczęśliwi. Nie siedzieliby teraz w szpitalu ,tylko wygrzewali się na Seszelach. Od początku brałaby leki i nie byłoby konieczne wykonywanie wszczepu jakiegoś sztucznego czegoś ,dzięki czemu jej serce będzie biło cały czas w miej więcej tym samym rytmie.
Nie cofnie czasu.
Jest jak jest i tak będzie (nie wykluczając możliwości bardzo długiego ,męczącego snu z którego obudzi go Lena krzycząc ,że znowu przespał cały dzień).
   Dokładnie pamiętał dzień ,w którym ją poznał. Pamiętał włosy falujące po części w skutek wiatru ,a po części w skutek uderzenia. Jej uwagi na temat jego jazdy ,Mistrzostwa Świata za którymi niesamowicie tęsknił. To miał być zwykły ,spokojny - wolny od siatkówki dzień. A był najwspanialszym dniem jego życia. Nie był zwykły -był niezwykły. Niespokojny ,ale wolny od siatkówki i przepełniony nową znajomością ,która później przerodziła się w szybko rosnący związek. Tak jakby jakaś magiczna wróżka ciągle ,,podlewała'' ich związek jakąś magiczną wodą z magicznymi możliwościami.
Spojrzał na nią. Złapał jej rękę i starał się tłumić łzy ,które pojawiały się zawsze wtedy ,gdy na horyzoncie była ona. Łzy szczęścia - ma ją ,żywą. Łzy smutku -nie może zamienić z nią ani jednego słowa.
-Wiesz co?-zaczął mówić.-Jestem dupkiem. Cholernym dupkiem ,który myślał tylko o tym jak to zwiedzić coś nowego z korzyścią dla siebie. Myślałem tylko o sobie ,nie o Tobie. A powinienem ,w końcu ja i ty to prawie jedna osoba! Z dwoma całkowicie innymi obliczami.-pociągnął nosem.-Oddałbym wszystko ,żebyś teraz otworzyła oczy. Nawet moją drugą największą miłość. Obydwoje doskonale wiemy ,że to siatkówka. A pierwszą jesteś po prostu ty. I nie poradzę sobie w życiu bez Ciebie ,rozumiesz? Musisz otworzyć oczy. Musisz wstać. Hej ,serce Leny słyszysz mnie? Masz bić normalnie! I nie sprawiać problemów. Hej ,mózgu! Spraw ,by obudziła się z tej cholernej śpiączki!-przejechał kciukiem po jej zewnętrznej stronie dłoni.-Dlaczego to musi tyle trwać? Dlaczego życie jest tak cholernie niesprawiedliwe. Rozumiem ,że nie można mieć wszystkiego ,ale to jest do cholery jasnej przesada!-dokończył i poczuł spływające po policzkach łzy. Odłożył jej rękę ,którą delikatnie ułożył z powrotem wzdłuż jej ciała i już chciał wychodzić ,kiedy poczuł dygnięcie jednego z jej palców.
 Spojrzał znowu na dłoń ,której palce kolejno unosiły się i opadały.
Otworzyła oczy. Powoli przyzwyczajał je do światła padającego ze szpitalnej lampy. Spojrzał na wielki zegar na korytarzu ,który wskazywał godzinę dwudziestą drugą piętnaście. Trochę się zasiedział.
Spojrzała na niego ,usiadła i zaczęła nerwowo i głośno łapać powietrze.

_____________

No ,jeest :)
Nie wiem co napisać ,więc nie będę zbędnie ,,pierdzielić''. Tylko zapraszam na Dawida Dryję! http://sam-na--sam.blogspot.com/ . Już niedługo ,,nju'' rozdział! Już jutro/dzisiaj w sobotę ,hej!
I na Marc'a http://i-dont-wanna-fall-in-love.blogspot.com/ . Też nowy będzie! :D
Pozdrawiam :*

piątek, 16 stycznia 2015

[14]When I'm rolling with punches and hope is gone.


Nazwa rozdziału pochodzi z piosenki Coldplay-Midnight

   Czarne chmury po chwili dotarły i do nas ,powodując duszący kaszel i panikę dookoła. Bynajmniej tak wtedy myślałem. Wszystko dookoła mnie było głuche ,nie słyszałem nic tylko widziałem ludzi poruszających ustami ,wszyscy przemykało jakby w zwolnionym tempie. Nie potrafiłem opanować drżenia rąk i pomyślałem sobie wtedy:
-Znowu ją straciłem?
Który to już raz? Co najmniej trzeci. Z czego dwa razy musiałem myśleć o niej w czasie przeszłym. I to nie jako mojej dziewczynie ,tylko jako człowieku. Żywej istoty ,chodzącej i napawającej się widokiem wszystkiego dookoła. I jakże miałem czelność wyrywać ją z pięknej Łodzi do takiego Bełchatowa ,który nawet w najmniejszym stopniu nie może zrównać się z innymi miastami Polski.
-Musimy tam iść!-krzyknął ktoś za moimi plecami.
-Antyterroryści sobie poradzą ,a może być tam więcej ładunków.-odezwał się inny głos.
-A co z dziewczyną?
-Nie wiadomo co z kimkolwiek. Nie wiemy ,czy zdążyli wyjść. Jeśli tak ,to ich tylko drasnęło. Jeśli nie ,to świeć Panie nad ich duszami.
   Po tych słowach nie mogłem się powstrzymać. Ze łzami w oczach ,pobiegłem jak najszybciej mogłem w kierunku wysadzonej fabryki. Mimo krzyków ,które nawoływały mnie do powrotu na swoje dotychczasowe miejsce postoju-biegłem. Nie mogłem ,żeby jej dusza ulotniła się i zostawiła moją na zawsze.
Po około stu metrach biegu moja kostka sprawiła mi taki ból ,jakiego nie byłem w stanie opisać. Podwinęła mi się podczas biegu i potrzebowałem kilka sekund zmniejszonego wysiłku ,aby doprowadzić ją do w miarę normalnego stanu.
Gdy dobiegłem ,nie widziałem nic prócz dymu. Zacząłem krzyczeć jej imię i starałem się dobiec do wejścia z którego prowadzona była cała akcja. Potykając się o gruzy nareszcie zobaczyłem samochód.
-Co ty tu robisz?-usłyszałem głos jakiegoś mężczyzny. -Tu jest niebezpiecznie ,wracaj do lasu.
-Nie mogę ,chcę wiedzieć co z dziewczyną!-powiedziałam krztusząc się dymem.
-Jest w karetce.
-Boże ,żyje?!
-Nie mam pojęcia ,idź i sam zobacz. Musisz iść w lewo.-powiedział i ruszył nogą tak ,że odsłonił zieloną trawę pod białym pyłem.-Tam jest karetka. Ale się śpiesz ,bo zaraz odjeżdżają.-kiwnąłem głową i pobiegłem we wskazaną stronę. Po chwili mogłem dotknąć białych ,otworzonych na szeroko drzwi.
-Czy ona żyje?-zapytałem próbując złapać oddech.
-Żyje. Zdążyli ją wynieść przed wybuchem. Ale jest w stanie krytycznym. Przez kilka dni wstrzykiwali jej narkotyki i ją bili. Ale i ty też potrzebujesz wizyty w szpitalu. Mogłeś zatruć się dymem.Wsiadaj ,pojedziesz z nami.-powiedział ,a ja poczułem że tracę grunt pod nogami i osuwam się na trawę.
*Dwa dni później*
   Oślepiające światło uderzyło moje oczy i sprawiło ,że ciągle je mrużyłem. Nie mogłem otworzyć ich całkowicie i jednocześnie widziałem tylko białą smugę.
Gdy doprowadziłem oczy do ładu i widziałem wszystko dookoła ,zobaczyłem szpitalną salę. Były jakieś cztery łóżka ,z czego tylko moje było używane. Zacząłem się podnosić ,moje nogi miały styczność z podłogą i usiadłem. Spojrzałem na zegarek ,który wskazywał godzinę. Dwunasta jedenaście. Miałem na sobie swoje ciuchy okryte białym materiałem.
Po chwili napadł mnie dziwny atak. Przypomniałem sobie o Lenie i zerwałem z ręki kabel od kroplówki. Z ręku zaczęła sączyć mi się krew ,a ja wybiegłem z sali i zacząłem jej szukać. Minęły dwa dni! Na pewno muszą coś wiedzieć o jej stanie zdrowia.
Zaglądałem do każdej sali po kolei ,a chwilę potem wpadłem na pielęgniarkę.
-Panie Michale!-krzyknęła na mnie i złapała moją rękę.-Myślałam ,że jest pan dorosły! A pan zachowuje się jak dziecko! Proszę wracać do sali!
-Ale co z Leną!
-Leną?
-Z wybuchu i akcji antyterrorystycznej. Chcę ją zobaczyć. Albo wiedzieć co z nią.
-Pójdę i się zapytam. A pan niech wraca do sali ,muszę opatrzyć tą ranę. Stary a głupi!
*Kilka minut później*
    Pielęgniarka opatrzyła moją rękę ,z której ciągle bez przerwy kończyła się krew i poszła zapytać się o Lenę ,bo wspomniałem o tym chyba z tysiąc razy. Ciągle zapewniała mnie ,że pamięta - ale wolałem się upewnić.
Siedziałem w ,,swojej'' sali i czekałem na pielęgniarkę. Po kilku minutach nareszcie się pojawiła.
-I co i co?
-Lena jest na intensywnej terapii.
-Ale co z jej zdrowiem ,co jej robili co wiadomo?
-Dochodzi do siebie. Miała szycie kilku ran ,jej oprawcy byli brutalni i miała głębokie rany na rękach i nogach. Musza doprowadzić ją do dobrego stanu. Podali jej leki na serce.
-A jest przytomna?
-Była wczoraj ,ale teraz śpi. Jeśli się obudzi ,pierwszy się o tym dowiesz. A teraz do łóżka albo powiem lekarzowi.
*Dzień później*
   Od rana siedziałem w jej sali i czekałem aż otworzy oczy. Upewniałem się ,że oddycha i czy aby wszystko jest dobrze. W międzyczasie pojawił się Karol i Andrzej.
-Matko ,siedzisz tu jak jakiś trup. Idź napij się kawy lub coś w tym stylu. Zejdziesz nam tu.-zaczął Karol po chwili ciszy.-Jesteś blady jak cholera i jedyny ruch jaki wykonujesz to poruszanie gałkami ocznymi w te i we wte.
-Daj. Mi. Spokój.
-Ale no Karol ma racje!
-Nie ma racji. Doskonale się czuje. Moja dziewczyna leży w szpitalu i czekam aż się obudzi.W s z y s t k o jest wspaniale!
-Ale jeszcze kilka dni temu myślałeś ,że nie żyje.-odpowiedział Kłos wyraźnie zirytowany postawą kolegi.-Też się o nią martwimy.
-No wiem.-odpowiedziałem.-Przepraszam.-wstałem z miejsca i przytuliłem ich obydwu.-Po prostu mam już dość. Chce wrócić do Bełchatowa ,siedzieć na dupie w domu i latać na treningi. Już jestem zmęczony tym wszystkim. Włochami ,chorobami Leny. Chce ,żeby wróciła do mnie ,ze mną i była. Po prostu żeby tylko była - cała i zdrowa.
-A właśnie ,co z Włochami?
-Nie chce zostać. Uzgodniłem wszystko z menadżerem. Zostaje w Bełchatowie ,to wypożyczenie nie miało sensu. Nie zrobię tego Lenie. Nawet jeśli jest na mnie obrażona i ma mnie dość ,będę robił wszystko żeby była ze mną i jak najbliżej mnie -żywa.-odpowiedziałem a po chwili w sali rozbrzmiał ten okropny dźwięk.

_________

Krótko ,ale nie wiedziałam czy w ogóle dzisiaj zdążę. Ale zdążyłam! Ha!
No i zapraszam na inne opowiadania dostępne w zakładce : PODSTRONA! :D
Pozdrawiam :*

piątek, 9 stycznia 2015

[13]The truth is, that I miss you so

Nazwa rozdziału pochodzi z piosenki Coldplay-Warning Sign


      Podniósł wzrok na chłopaków ,którzy patrzyli na niego z pytającymi minami. Telefon leżał na ziemi ,lecz jego ręka była wciąż w takim samym położeniu jak wtedy ,gdy go trzymał.
-Co jest?-zapytali ,lecz on nie był w stanie wydusić z siebie żadnego słowa. Jego usta były lekko uchylone ,tak jakby chciał im wszystko powiedzieć. Ale nie mógł. Po prostu nie mógł.
Ból egzystencjalny odebrał mu mowę. Nawet nie egzystencjalny. Poczuł realne ukłucie w klatce piersiowej. Czuł się tak ,jakby ktoś wyrwał mu serce.
Nie ,to nie jest możliwe. Ona żyje! Ona nie może nie żyć. Jest stworzona po to by żyć i być obok niego-szczęśliwa i uśmiechnięta. I nie ,to nie jest samolubne. To nazywa się ,,miłość''.
-Michał!-krzyknął Karol ,a z oczu Winiarskiego popłynęły łzy. Nie potrafił ich powstrzymać ,więc bezwładnie spływały po jego twarzy. Nie szlochał ,nie wył. To były tylko łzy. Mimo wszystko miał ochotę rozpłakać się jak dziecko ,ale nie mógł. Coś go blokowało. Był tak przestraszony ,że nie potrafił nawet płakać. -Co się stało do cholery!
-Ona...-wydusił z siebie ,co brzmiało bardziej jak jęk zabijanego zwierzęcia.-Eliza powiedziała ,że ona...nie żyje. Nie.To nie może być prawda. Coś pomylili ,na pewno. Ona żyje ,na sto procent!
*Kilka godzin później*
Mimo zmęczenia nie spali i starali się dodzwonić do Elizy. Telefon Michała miał pękniętą szybkę ,ale mimo to działał. A Eliza najzwyczajniej w świecie nie odbierała. Chcieli to wyjaśnić-to nie mogła być prawda.
Michał zachowywał się jak małe dziecko. Gdy ktoś próbował mu wyjaśnić ,że już nic nie zrobi krzyczał na nich i do jego oczu napływały kolejne porcje łez. Zamknął się w łazience i przez chwilę pomyślał o samobójstwie. Kimże on jest bez niej? Ale nie ,nie mógł tego zrobić. Przecież ona żyje.
Siedział tam dobre trzy godziny. Pod prysznicem stał i nic nie robił. Woda obmywała jego ciało i nawet nie zorientował się ,kiedy zaczęła lecieć zimna. Gdy wyszedł spod prysznica oparł się o ścianę i osunął po niej. Jego mokre ciuchy przylepiły się do ciała ,a mimo to nawet nie pomyślał o ich zdjęciu.
Rozpłakał się. Po prostu się rozpłakał. Gdy to zrobił ,poczuł się lepiej. Nie tłumił w sobie emocji ,tylko po prostu ,rozwył' się jak noworodek. Chłopacy siedzieli w salonie -nadal. Lecz mimo wszystko ,nic nie słyszeli. Albo miał za grube ściany ,albo za cicho płakał.
Po wyjściu z łazienki ,gdy jego ciuchy były już suche ,jego przyjaciele z niepokojem na niego patrzyli. Ale mimo wszystko o nic nie pytali.
Poszedł do sypialni. Zamknął za sobą drzwi i odetchnął. Wszystko nią pachniało. Pościel ,powietrze. Nawet firanki. A jej ciuchy w szafie doprowadziły go do większej rozpaczy. Nie wierzył w jej śmierć ,ale mimo wszystko nie potrafił nie płakać.
-Jadę do Warszawy.-wyszedł z pokoju i chwycił za kurtkę. W międzyczasie zmienił swoje ubrania.-Ja tego tak nie zostawię. Muszę się z nią spotkać.-powiedział ,co brzmiało jakby był obłąkany.-Muszę jej coś powiedzieć.-złapał kluczyki i zbiegł po schodach. Chłopacy zbiegli za nim ,zamykając drzwi na klucz i krzycząc w jego kierunki. Musiał wrócić ,nie mogli pozwolić mu jechać w takim stanie do Warszawy. Nie spał całą noc i cały czas starał się nie płakać-to wróży kolejną katastrofę.-Czyli mam rozumieć ,że wy w to wierzycie?!-krzyknął.-Poradzę sobie sam ,rozumiecie? Ona żyje do cholery jasnej i ja wam to udowodnię!
-Michał! Eliza tam jest. Ona lepiej wie. Nie wierzymy ,my też w to nie wierzymy.-mówił Kłos.-Ale nie pozwolimy Ci wsiąść do samochodu w tym stanie ,czaisz? Chcesz doprowadzić do kolejnej katastrofy?!
-Kolejnej? Ona żyje! Nawet nie wiem co jej się stało. Nie ma kolejnej bez pierwszej.-wsiadł za kierownicę.
-Wyjdź!-krzyknął tym razem Wrona.-Wyjdź z tego samochodu.-powiedział spokojniej.-Ja prowadzę.
***
Wysiedli z samochodu i pobiegli do bloku ,w którym mieszkali rodzice Leny. Zadzwonili domofonem i zostali wpuszczeni do środka. Pojechali windą na trzynaste piętro i zapukali do drzwi numer sto piętnaście. W drzwiach stał wysoki ,siwy mężczyzna-jej ojciec. Spojrzał na nich i wpuścił do środka.
-Czy to prawda?-zapytał zrozpaczony Michał.
-Ale o co pytasz?-odpowiedziała pytaniem jej matka ,niesamowicie podobna do niej.
-Czy Lena nie żyje?
-Lena?-powiedziała przestraszona.-Lena nie żyje?
-Dzwoniłem do Elizy i to właśnie mi powiedziała.
-A mi powiedziała coś innego...-spojrzała na niego ze łzami w oczach.-Nie żyje Kuba.-Michał wyraźnie zaniemówił.
Teraz sobie przypomniał. Przerywało. Przecież przerywało!
-A Lena?
-Z nią też jest źle.-rozpłakała się.-Porwali ją.
-Kto?!-zapytali wszyscy trzej naraz.
-,,Przyjaciele'' tego ,przez którego Jakub musiał się chować ,a Lena leżała w szpitalu. Dowiedzieli się ,że to było kłamstwo. I wiedzieli ,że Lena jest czułym punktem.-łkała.-Najpierw porwali Lenę ,nie mam pojęcia po co ten głupi dzieciak przyjechał do Warszawy.-oparła się o swojego męża.-Kubę zabili. A ją porwali i gdzieś przetrzymują. Chcą okupu ,tyle powiedzieli.
-Ile tego okupu?!
-Milion. Policja o wszystkim wie ,planują akcje.-jej makijaż rozmazał się po policzku.-Tak się o nią boje!-schowała twarz w koszulę męża.
*Kilka dni później*
Dni niemocy były dla niego mimo wszystko dobre. Lepsze to niż nieżywa leżąca w kostnicy.
Zatrzymali się w mieszkaniu Kłosa. Wcześniej zadzwonili do trenera. Szykował im się mecz z najsłabszą drużyną,na którą miał wystawić i tak po części rezerwowych ,więc nie było problemu. A Michał miał wolne. I podjął decyzję – zostaje w Polsce. Nie ważne są dla niego piękne widoki ,ciepło i Włochy. Liczył się dla niego teraz tylko Lena ,z którą nie wiadomo co się dzieje. Jedyne czego teraz pragnął to ona. Wtulona w niego ,włosami drażniąca jego ciało i śpiewająca podczas robienia kanapek. Brakowało mu jej czarnych włosów ,jej pomalowanych na czarno paznokci. Brakowało mu wszystkiego do związanego z nią. I na myśl ,że on teraz leży i pije kawę ze Starbucksa a ona jest źle traktowana i bita doprowadzała go do wymiotów. Był cały roztrzęsiony ,odwodniony i blady jak ściana. Przecież ona musi przyjmować leki. Co z jej sercem! Bandyci na pewno nie pozwolą jej wziąć leków.
-Dzisiaj mają przekazać okup.-powiedział do niego Kamil.-Będą antyterroryści ,będzie wszystko. Nie martw się ,odbijemy ją. Nie dostaną nawet grosza ,tylko pomarańczowy kombinezon.
-A gdzie to jest?
-Na granicy Warszawy i Łomianek. Jest tam taka opuszczona fabryka. Tam ją trzymają. Informator wszystko wie.
-Ty jedziesz?-zapytał i blado się uśmiechnął. Bynajmniej próbował.
-Jadę. Będę siedział na tyłku w wozie i łapał ich jakby uciekali. Wiesz. Najłatwiejsza robota.
-Ja też chcę. Chcę być pierwszą osobą ,którą przytuli. Błagam.
-Nie wiemy w jakim jest stanie. Przygotowaliśmy karetkę na wszelki wypadek. Zawieziemy ją do szpitala na Bielanach w razie czego.
***
Pojechał razem z nimi. Jeszcze nigdy nie widział tak pomarańczowego nieba. Przez całą drogę gapił się w górę i nie chciał myśleć o tym ,co będzie za chwilę przeżywał i że to nie jest nic w porównaniu do tego co ona przeżywała przez ostatni tydzień. Gdyby wiedział gdzie jest ,sam starałby się ją uratować. Policja nie potrafiła tego szybko załatwić. Tylko dłużyli jej cierpienie.
Około dwadzieścia minut później byli na miejscu. Stanęli w lesie z którego widać było fabrykę ,a reszta samochodów podjechała z drugiej strony. Wybiegli z nich antyterroryści ,to wszystko wyglądało dla niego jak na jakimś filmie akcji. Usłyszał strzały ,a po chwili z fabryki wybiegło pięciu wysokich chłopaków ,którzy wpadli od razu w sidła reszty. Jeden z nich śmiał się i cały czas coś niewyraźnie powtarzał. Spojrzał na Michała i powiedział ,tym razem tak ,że wszyscy zrozumieli:
-Ona jest skończona. I tak jej nie uratujecie ,bohaterowie.-zaśmiał się ,a Winiarski miał ochotę walnąć go w ten wyszczerz.
Bał się tych słów. Przecież oni wszyscy byli niezrównoważeni. Mogli zrobić jej wszystko.
Przed oczami miał wszystkie sytuacje ,w których byli razem. Pamiętał dokładnie ten dzień ,w którym ją poznał. Od początku musiał wozić ją po szpitalach. Po potrąceniu ,a potem z racji jej problemów z sercem. O arytmii dowiedzieli się przez Kubę i jego cudowne ożycie. Teraz nie żył. Ona też była w niebezpieczeństwie. Znowu. Bez leków ,z chorym sercem i w opuszczonej fabryce. Nie widzieli drugiej strony ,widzieli tylko wozy policyjne. Patrzył się na nie ze strachem w oczach i od czasu do czasu na Kamila ,który miał dokładnie taki sam wyraz twarzy. Był z nimi jeszcze Mateusz ,który niemniej martwił się o swoją najlepszą przyjaciółkę ,którą zna wiele lat i która znowu była w niebezpieczeństwie ,co było dla niego koszmarem. Michał przeżywał to pierwszy raz. Nie wliczając pobytów w szpitalu.
W pewnym momencie spojrzał znowu na fabrykę ,a ziemia się zatrzęsła.
Wysadzili fabrykę.

_______________

Nie wiem ,czy się spodoba ,ale jest! :D
Chciałabym zaznaczyć ,że to nie jest moje jedyne pisane teraz opowiadanie. Zaczęłam i chciałabym ,żebyście były na bieżąco :
Marc Bartra : http://i-dont-wanna-fall-in-love.blogspot.com/
Dawid Dryja : http://sam-na--sam.blogspot.com/
Pozdrawiam :*

środa, 31 grudnia 2014

[12]Mistakes I've Made


Nazwa rozdziału pochodzi z piosenki Eelke Kleijn-Mistakes I've Made.

-Kuba?Co chcesz? Po co do mnie dzwonisz?-mówiła zdziwiona ,a Facundo spojrzał na nią i z niepokojem odbierał jej miny.-Co?!-krzyknęła.-Przecież wszystko podobno było załatwione!-odpowiedziała po dłuższej chwili.-Cholera! Ja już jestem umówiona ,nie rozumiesz? Musze pojechać do Warszawy i Tobie nic do tego.-rozłączyła się.
-Co się stało?-zapytał.
-Nic.
-Przecież słyszałem ,kobieto. O co Tobie chodzi ,co? Byłaś normalna ,a teraz coś się stało. Cały czas chodzi Ci o Michała? Czy o mnie i o ognisko?
-O nic nie chodzi ,mam po prostu trudne chwile w życiu ,tak trudno to zrozumieć?-powiedziała i wyszła z samochodu. Wybiegł za nią i złapał ją za rękę.
-Lena! Powiedz mi co się dzieje.
-Muszę tylko jechać do Warszawy ,daj mi jechać do tej pieprzonej Warszawy!-krzyknęła a w jej oczach pojawiły się łzy. Po tym już wiedział ,że nie może pozwolić jej jechać samej i nie w takim stanie.
-Ale po co?
-Odwróć uwagę Michała i daj mi jechać do Warszawy ,proszę!-łkała a on ją przytulił i uspokajał.-Tylko odwróć jego uwagę!
   Jak powiedziała ,tak zrobił. Kazał mu wyjść i przyjść na Halę Energia. Na poczekaniu wymyślił ,żeby pomógł mu zrobić coś w szatni ,niespodziankę od której zależy jego dalsze życie uczuciowe. Lena w tym czasie zabrała najważniejsze rzeczy i pobiegła na pociąg. Argentyńczyk nie rozumiał ,po co chce jechać. Bał się o nią ,ponieważ była taka zdenerwowana po rozmowie z Kubą i płakała. Nienawidził ,gdy kobieta płakała. A w tym wypadku nie mógł nic zrobić ,tylko jej pomóc. Wiedział ,że źle robi puszczając ją tam samą.
-A tak by the way.-wtrącił Facundo w pewnym momencie.-Co ty odwalasz?
-Ja?-zapytał zdziwiony Michał.
-Tak, ty. Zostawiasz ją samą. Znowu.
-Chciałem ,żeby jechała ze mną!
-Wiesz co ja o tym sądzę? Ja wsadziłbym ją do samolotu mimo woli lub po prostu zaproponował przyjazd na chociażby tydzień. Dzwoniłbym co minutę i nie dawał jej odczuć ,że mnie nie ma. Przy każdej okazji przyjeżdżałbym do Polski! I wiesz co jeszcze? Nie wyjechałbym. Mając przy sobie taki skarb jak Lena ,zostałbym w Polsce nawet jakby proponowaliby mi miliony ,rozumiesz?Wiesz dlaczego tu jesteś? Bo przed chwilą w samochodzie płakała ,że chce wracać do Warszawy. Ma d o ś ć. Też miałbym dość Ciebie. I mam cię dość. Zrobiłeś się dziwny. Nie jesteś tym dawnym Michałem ,który zrobiłby wszystko dla Leny. Co do cholery jest z tobą nie tak? Może zakochałeś się w kimś innym?
-Nie!-krzyknął tym samym przerywając Conte.-Nie ,nie zakochałem się z nikim. Kocham Lenę i tylko ją.
-No to jest nas dwóch.-skwitował i dopiero po chwili zrozumiał powagę swoich słów.
   Właśnie powiedział swojemu przyjacielowi ,że kocha jego dziewczynę. To nie może się dobrze skończyć.
-Co co co?
-Nie ,nic. Zapomnij.-machnął ręką i odszedł w stronę parkingu opuszczając Halę.
   Michał podbiegł do niego i zatrzymał po czym spojrzał wymownie w jego stronę.
-Wal.-powiedział.-Tak ,wal. Uderz. Ja na Twoim miejscu bym to zrobił. Uderzyłbym kolesia który leci na moją laskę ,serio.
-Pojebało cię?-odpowiedział po chwili.-Boże ,serio jestem aż tak beznadziejny?-przykucnął i spuścił głowę.-Serio ,za cholerę tego wszystkiego nie widziałem. Myślałem, że Lena jest z tym zgodna ,aż do dzisiaj...Przepraszam ,że byłem taki beznadziejny.
-Stary ,to ja jestem zakochany w Twojej dziewczynie. To ja jestem beznadziejny.
*Dzień później*
   Michał od wczoraj próbował się do niej dodzwonić. Nie spał całą noc trzymając w ręku telefon.
-Dodzwoniłeś się?-zapytał Facundo podczas treningu ,na którym Polak był całkowicie nieprzytomny.
-Nie. Nie odbiera nawet od Karola. Jakby była obrażona to tylko na mnie ,od niego powinna odebrać! Cholera no! A jak coś jej się stało?
-A nie masz numeru żadnej jej przyjaciółki z Warszawy?
-Wiesz ,miała numery zapisane w dzienniczku. Może go nie wzięła.-odpowiedział entuzjastycznie.-Ma tam numer chyba do tej Elizy z Warszawy. Jeszcze niedawno brała jej numer z tego dzienniczka! Boże ,jeśli coś jej się stało to sobie tego nie wybaczę ,wtedy osobiście możesz mnie zabić ,zakopać i powiedzieć ,że wyjechałem na zawsze na Bahamy.
-Chyba ty mnie. To ja pomogłem jej wyjechać.
-Ale to ja jestem skończonym debilem i pozwoliłem jej zostać samej w Polsce po zapewnianiu ,że jest dla mnie najważniejsza. Jest coś gorszego?
   Wróciwszy do domu Michał od razu rzucił się w wir poszukiwania jej dziennika. Nie wszystkie rzeczy zabrała ze sobą,tylko te potrzebne. Wiedział ,że dziennik też jest ważny ,ale nie aż tak żeby zabierała go na chwilę do Warszawy.
Głupio się czuł przeczesując jej rzeczy ,ale czuł że musi to zrobić. Nie miał powodów do zmartwień. Przecież tylko chciała jechać do Warszawy. Może do swoich rodziców ,może porozmawiać ze swoim lekarzem rodzinnym ,którego jeszcze nie zdążyła zmienić. Ewentualnie mogła przecież chcieć odwiedzić tą Elizę ,ponieważ dawno jej nie widziała. Cały czas sobie to powtarzał.
Nic złego się jej nie stało.
    Po godzinie poszukiwania nareszcie znalazł dziennik. Nie mylił się-nie wzięła go. Przekartkował go i szukał małej karteczki ,na której był zapisany jej numer. Chwilę potem dzierżył ją w ręku i wyciągnął swój telefon. Wpisał jej numer i wcisnął zieloną słuchawkę.
Odczekał sześć sygnałów i nareszcie odebrała.
-Halo?-usłyszał jej sympatyczny głos.
-Yyy...-zaczął.-Tu Michał ,chłopak Leny.-jakże młodzieńczo to zabrzmiało.
-Coś się stało?-tym go zabiła. Nic nie wiedziała.
-Lena pojechała do Warszawy i nie mam z nią jakiegokolwiek kontaktu. Pomyślałem ,że coś wiesz albo że jest u Ciebie...
-Nie ,nie ma jej. Nie kontaktowała się ze mną. Ale wiesz co ,pojadę do jej rodziców i się zapytam.
-Okej. Dziękuję.-odpowiedział i po chwili się rozłączył.
  Znowu zatoczył koło. Nadal nie wiedział gdzie jest i co się z nią dzieje. Teraz tylko pozostało mu czekać z telefonem w ręku na telefon Elizy. W międzyczasie wpadł do niego Kłos i Wrona ,którzy byli tak samo zmartwieni.
-I masz jakieś informacje?-zapytał Karol.
-Nie mam nic Nic. Kompletnie nic. Nie ma jej u Elizy i nawet się z nią nie kontaktowała. Telefon ma chyba rozładowany albo wyłączyła ,bo od razu włącza się poczta. Cholera!-uderzył otwartą dłonią w stół. Podbiegła do niego Kami ,o której kompletnie zapomniał.
Miała smutną minę i piszczała jak pies ,który właśnie wraca z połamaną łapką. Pogłaskał ją ,a ona wskoczyła na miejsce na kanapie obok niego i położyła mu pyszczek na ramieniu.
-Ja też się martwię.-powiedział do niej.
*Kilka godzin później*
   Mimo zmęczenia ,wszyscy bacznie przyglądali się telefonowi leżącemu na stoliku i wiadomościom ,czy może pociąg wczoraj się nie wykoleił.
W pewnym momencie telefon zaczął dzwonić ,a Michał widząc na nim imię Elizy rzucił się na niego jak głodna puma na mięso.
-Halo?-tym razem to on zaczął.
-Michał? No właśnie wróciłam od jej rodziców ,są straszne korki i przepraszam. Nie ma jej tam. Nie dała nawet znaku życia ,więc jadę do Kuby ,może on coś wie.-powiedziała.-W końcu nie na marne ożył.-dokończyła.-Zadzwonię jak się czegoś dowiem.-rozłączyła się.
-No i co?-zapytali jednocześnie chłopacy.
-Nadal nic.
*Kilka kolejnych żmudnych godzin później*
  Na zegarku widniała godzina trzecia nad ranem czasu polskiego. Nikt nie spał ,nikt nie miał zamiaru spać. Mimo ,że wszyscy usypiali na stojąco-nie spali. Nie mieli treningu ,mieli wolne. Mogli nie spać-przecież to normalne.
Michał wiedział ,że jakby Lena się dowiedziała ,pozabijałaby ich wszystkich a potem ułożyła do snu, chociaż ona sama zawsze późno chodziła spać.
Gdy o dokładnie trzeciej dwanaście telefon rozjaśniał ,a na wyświetlaczu wyświetlił się numer Elizy ,Michał od razu odebrał. Teraz to była Eliza ,a nie jak wcześniej Facundo. Z pięć razy podrywali się do telefonu ,a tam taka niespodzianka. Conte.
-Halo?-zaczął ponownie.
-Michał?-usłyszał jej zachrypiały głos. Coś im przerywało.-Mam słaby zasięg.-zanosiła się płaczem.
-Co się stało?!-niemalże krzyknął i oprzytomniał tak jak zresztą Karol i Andrzej.
-Ona...-przerwało i przez dłuższą chwilę słyszał tylko szum.-nie żyje.-łkała jak małe dziecko ,a telefon wypadł mu z ręki.

_____________________________

12 ,jeeest!
Życzę wam wszyyyystkim Szczęśliwego Nowego Roku! ♥ Żebyście spełniali sobie wszystkie marzenia i żeby 2015 był duuuużo lepszy niż 2014...
Następny jak dawniej w piątek :)
Pozdrawiam ♥

środa, 24 grudnia 2014

[11]What a wicked thing to do to make me dream of you


Nazwa rozdziału pochodzi z piosenki Parra for Cuva-Wicked Game

Ból
Jedyne co wtedy poczuła ,to ból. Nie fizyczny ,ale psychiczny.
Gdy jego usta dotknęły jej ,poczuła że traci oddech i za cholerę nie może go złapać. Nie w tym sensie ,nie dusiła się.
Emocje
To one spowodowały ten stan. Jego pocałunek był zwieńczeniem wszystkich innych pocałunków. I wtedy zadała sobie jedno pytanie:
Czy można kochać dwie osoby jednocześnie? Uczucie do faceta tysiące kilometrów od niej bez względu na to ,czy jest w Polsce czy w Brazylii. I uczucie do mężczyzny ,który jest przy niej i póki co ma zamiar zostać.
Czuła się tak ,że mogła określić to jednym słowem. Jak szmata. Szmata ,która nie potrafi trzymać się jednego faceta. Poczucie winy. To nią rządziło. Przecież to nie jej wina ,że Michał wyjechał. Ale go kocha ,więc nie powinna całować się z Facundo w tą cholernie piękną noc ,w blasku księżyca i przy falach najpiękniejszego oceanu jaki kiedykolwiek miała okazje zobaczyć ,w cholernej Brazylii ,w cholernym lutym i z cholernie ,nieziemsko i niesamowicie przystojnym facetem ,który teraz właśnie próbuje ukraść jej serce.
-Przepraszam.-powiedział po chwili.-I ty i ja jesteśmy po kilku piwach i wódce ,nie powinienem do cholery tego robić.-odszedł od niej i chciał wracać sam ,lecz przypomniał sobie o niej i zawrócił.-Chociaż wiesz co? Powinienem. Michała tu nie ma .Nie mam wyrzutów ,chociaż może jakieś tam są. Ale hej. Nie ma go tu! Widzisz go? Michał ,halo? Jesteś tu? Odezwij się.
-Facu...
-Lena ja Cię kocham ,rozumiesz?! Kocham Cię od samego początku ,kiedy zobaczyłem Cię na ławce sztabu szkoleniowego tych Polaków! Michał to mój przyjaciel ,wiem. I twój facet. Ale on Cię zostawił ,wyjechał! I prędko nie wróci ,za stawkę którą mu tam dają. Wiem. Zróbmy tak. On niedługo wraca.
-Conte do cholery!
-Niedługo wraca ,prawda? Jeśli zostanie ,to żegnaj. Ale jeśli wróci, to proszę Cię. Daj mi szansę.

***
Usiadła na fotelu pasażera i patrzyła jak wciska pedał gazu i jedzie na pierwsze skrzyżowanie z miną wściekłego psa. Nie wini go.
-Zwolnij.-powiedziała i spojrzała na niego z przerażeniem w oczach.-Michał do cholery jasnej zwolnij!-krzyknęła na niego.
-To dlaczego nie chcesz ze mną rozmawiać? Dlaczego się tak zachowujesz?Dlaczego nie bierzesz leków?
-Biorę!
-Tak ,bierzesz. W domu znalazłem JEDNO pudełko ,puste. To pudełko dostałaś za pierwszym razem ,bo jest na nim data i Twoje imię i nazwisko.Co ty chcesz zrobić ? Chcesz się zabić czy co? Lena!
-Wysadź mnie tutaj!-powiedziała ,a on się zatrzymał. Otworzyła drzwi ,a gdy wyszła trzasnęła nimi najsilniej jak tylko potrafiła.
-Lena ,wracaj!-krzyknął i rozpiął się z pasów. Dziewczyna szła w kierunku z którego właśnie jechali ,a on starał się pobiec za nią ,wpadając przy tym we wszystkie możliwe kałuże po drodze ,mocząc swoje nogawki. Dobiegł do niej i odwrócił ją do siebie.-Kocham Cię ,Lena. Chcę tylko ,żebyś brała leki.
-I dlatego tak reagujesz? Przyjechałeś na chwilę i jesteś oschły jak te bułki w piekarni naprzeciwko nas. W sensie ,że są suche.-powiedziała ze łzami w oczach ,a on się tylko uśmiechnął na myśl o piekarni ,do której chodzili prawie codziennie ,mimo że wszystko tam było niedobre.Spojrzała na niego i przesunęła się na bok próbując łapać równowagę ,a on chwycił ją za rękę i przytrzymał.
-Co się dzieje?-zapytał z troską w głosie i zaprowadził ją do samochodu.
-Słabo mi.
-Ale co dokładnie.
-Serce bije mi jak oszalałe i mi po prostu słabo. Boże ,jak mi niedobrze.
-Jedziemy do szpitala.Wiedziałem że to się źle skończy.-uderzył w kierownice i spojrzał na prawie nieprzytomną dziewczynę.-Lena!-szarpnął ją ,lecz nie zareagowała.-Lena!-powtórzył czynność ,lecz po chwili zorientował się ,że to nie jest dobry pomysł. Wcisnął gaz i pojechał do najbliższego szpitala. Zaparkował przy latarni ,która świeciła jaskrawo pomarańczowym światłem ,otworzył drzwi i wyniósł z nich Lenę. Była blada jak ściana i mamrotała coś pod nosem. Jej głowa zwisała bezwładnie z jego rąk ,a on wpadł do szpitala i zaczął krzyczeć ,że nie wie co się dzieje i potrzebuje pomocy.
Od razu zabrali ją ,sam nie wiedział gdzie. Po kilku godzinach udręki i niewiedzy ,wciąż trzymał w rękach kubek zimnej już kawy obracając go dookoła i patrząc na bąble ,które tworzyły się przy mocniejszym potrząśnięciu kubkiem. Tak ,to robił od jakiś dwóch jak nie więcej godzin.
-Pan Winiarski?-zapytał znajomy już mu lekarz.-Zapraszam pana do gabinetu.
-To coś poważnego?-zapytał gdy doszli na miejsce.
-Pani Lena przestała brać leki ,prawda?
-Nie mam pojęcia ,byłem we Włoszech ,ale wszystko na to wskazuje.
-Na pewno nie brała ,te leki są na receptę ,a ona ani razu u mnie nie była. A to ,co teraz u niej nastąpiło to palpitacja. I jeśli nie zacznie brać leków ,to będzie jeszcze gorzej. Gdybyś nie zareagował bądź byłaby sama w domu ,mógłby nastąpić zawał ,a nawet zgon sercowy. To poważne sprawy i ktoś musi ją pilnować ,a ja nie jestem jej lekarzem rodzinnym. Ja tylko wypisuję leki i jestem pośrednikiem. Musi albo 1 zmienić lekarza rodzinnego albo 2 wrócić do swojej miejscowości.
-Do Warszawy nie ,to wykluczone. Czy pan mógłby zostać jej lekarzem rodzinnym?Czy ktoś inny?
-Mógłbym ,ale dziewczyna musi chcieć. Może odmówić.
-O niee, ona nie odmówi. No po moim trupie chyba. Ale wszystko już jest dobrze ,prawda?
-Tak ,mdłości ustąpiły ,puls unormowany. Wszystko jest w jak najlepszym porządku ,tylko niech ona się za siebie weźmie!
***

   Po powrocie ze szpitala ,Michał dogadzał jej jak tylko mógł. Chciał jej pomóc ,ale i wynagrodzić te miesiące nieobecności.
-Mam pytanie.-zaczęła i spojrzała na niego.-Co zamierzasz zrobić? Wracasz do Polski? Czy zostajesz we Włoszech?
-Właśnie chciałem o tym z Tobą porozmawiać. Błagam Cię ...
-Michał?-zapytała podniesionym tonem. Wiedziała o co mu chodzi i to wcale jej się nie podobało.
-Pojedź tam ze mną...
-Miało być wypożyczenie!
-Ale chyba zostanę na kolejny sezon...
-Michał!
-Lena ,pojedziesz ze mną!
-Czy ty masz mnie za idiotkę?-wstała z miejsca i spojrzała na niego z góry.-Naprawdę masz zamiar tak robić? Dobrze.-chwyciła za cienką kurtkę i wybiegła z domu nie wiedząc gdzie idzie.
Po policzkach spływały jej łzy razem z wiosennym deszczem ,który właśnie leciał z nieba. Zarzuciła kaptur na głowę i pobiegła w stronę parku ,z którego dojść można pod dom Kłosa. Tylko on wtedy był na wyciągnięcie ręki i tylko z nim na tą chwilę mogła porozmawiać. Oczywiście z Wroną też ,ale on wyjechał na dwa dni.
Ustała przed jego domem i wybrała jego numer na domofonie. Po krótkiej rozmowie ,zdziwiony zaprosił ją do środka. Wjechała windą i otworzyła drzwi z numerem 44.
-Wyglądasz jak siódme nieszczęście .-powitał ją.-Co się stało ,że mnie zaszczycasz ?
-Musimy porozmawiać. Wiedziałeś że Michał ma zamiar zostać na kolejny sezon?-zapytała.
-Ja?... Wiedziałem. Dowiedziałem się ,jak byłaś w szpitalu...
-On sobie ze mnie jaja robi ,prawda? To ukryta kamera i w ogóle ,prawda?
-Lena ,przykro mi ,ale to prawda. Dlaczego nie chcesz z nim polecieć?
-Bo nie chcę! Chcę zostać tu ,w Polsce i dlaczego on też nie może? Boże ,gwałciliście go w szatni że nie chce w tym Bełchatowie grać czy co?-zapytała poważnie ,a on się zaśmiał.-To go nie gwałćcie. I powiedz mi ,że nie mam zamiaru wracać. Wyjeżdżam i tylko ja wiem gdzie. Nie chcę widzieć jego ,nie chcę widzieć Facundo i nikogo innego związanego z tym sportem ,rozumiecie? Wyjeżdżam! Nie zobaczycie mnie ,ani ja was.
-Co ty odwalasz?
-Przyjadę na Wielkanoc złożyć Ci i Wronie życzenia i nigdy więcej. Niech on sobie wraca do Włoszech.
-Nie wygłupiaj się ,proszę. -odpowiedział ,a do jego domu wpadł Facundo.
-Oo ,Lena.
-Jakim cudem tu wszedłeś? -zapytała go.
-Było otwarte ...
-Boże kochany ,mam dość.-przyklęknęła i zaczęła płakać.
-Co się stało?-zapytał przejęty Conte.
-Michał zostaje we Włoszech.-odpowiedział za nią.
*Kilka godzin później*
   Lena była w opłakanym stanie ,a Argentyńczyk zaproponował się ,że zawiezie ją do domu.Wsiedli do jego samochodu i Lena zapięła pasy.
-Pojedź do domu a potem zawieziesz mnie na dworzec.
-Na dworzec?
-Na dworzec ,tak. Jadę do Warszawy.
-Po co?
-Musze z kimś porozmawiać.
-Ale mi coś obiecałaś. Michał wyjeżdża. I wiem ,że ty też coś do mnie do cholery jasnej czujesz!
-Tylko zawieź mnie proszę zawieź mnie na ten pieprzony dworzec!-krzyknęła a w jej oczach pojawiły się łzy.
   Myślała o tym od dawna ,ale Michał ją w tym upewnił.
-Chyba nie chcesz zrobić nic głupiego?-wypalił.
-Tak,chcę rzucić się pod pociąg. -odpowiedziała i w tym samym momencie zadzwonił jej telefon. Odebrała widząc tylko cyferki nieznajomego numeru.
-Halo?-zapytała na powitanie.
-Lena? Musimy porozmawiać.

_________

Matko ,nie wiem czy ktoś czyta to co teraz ,w tej chwili o teraz w tym momencie pisze ,ale no życzę wam Wesołych Świąt. I naprawdę ,dziękuję ,że ktokolwiek to czyta i ,że mogę teraz pisać te życzenia do kogoś i wiedzieć ,że no... że ktoś to czyta!
Jeszcze nigdy powtarzam N I G D Y tyle osób nie czytało i komentowało mojego żadnego opowiadania i to dla mnie choooolernie ważne! Jak Lena dla Facu ,jak Lena dla Michała i jak Lena dla wszysstkich. Boże ,kocham was no!
I przepraszam ,że ten rozdział taki o. Ni ładu ni składu... Widzimy się w Sylwestra :)